Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

poniedziałek, 21 września 2015

Czy było warto?


Tak, było warto. Okazuje się bowiem, iż powiedzenie „dobre złego początki” działa także w drugą stronę – moje tragicznie zapowiadające się wakacje okazały się jednymi z najlepszych. Bawiłam się jak nigdy i poznałam wielu świetnych ludzi, z którymi już jestem umówiona na wyjazd do Włoch za rok.
Już następnego dnia po przyjeździe, przekonałam się, że Bułgaria jest naprawdę pięknym krajem i mimo że powitała nas deszczem, przez kolejne 10 dni rozpieszczała pogodą idealną na całodniowe plażowanie. Właśnie na opalaniu, grze w piłkę i kąpielach w morzu mijały mi przed- i popołudnia. Nad Bałtykiem nie ma już takiej gwarancji dobrej pogody, plażowanie staje się udręką z powodu niewinnie wyglądających robaczków – trzyszczy, a po kąpieli w wodzie można się pożegnać z palcami u stóp – takie odmrożenia są zazwyczaj nie do wyleczenia.


Jednak i Bałtyk, i Morze Czarne mają coś wspólnego - w obu przypadkach nadmorskie okolice są bardzo zatłoczone. Za dnia nie jest to tak bardzo widoczne, ponieważ ludzie plażują bądź siedzą w hotelach. Dopiero wieczorem człowiek uświadamia sobie, jak wielu ludzi go otacza. Tłumy tłoczą się przy straganach, kupują, próbują potraw albo po prostu błądzą bez celu. Alejkami można chodzić godzinami, a i tak nie dotrze się wszędzie.



Więc po co w ogóle próbować? Ponieważ każdego wieczora odkrywa się coś nowego. Po zmroku wychodziliśmy do miasta prawie codziennie. I za każdym razem trafiliśmy gdzieś, gdzie wcześniej nie byliśmy. A to stragan z pięknymi, ręcznie wykonanymi pamiątkami, a to budka z pysznymi świeżo wyciskanymi sokami, a to niezwykle utalentowany portrecista, który nie miał nic przeciwko naszej grupie, która stała i przyglądała się jego pracy przez dobre pół godziny. Nie wspominając już o widoku plaży nocą – tego nie da się z niczym porównać. W ostatnią noc trafiliśmy na jaskrawoczerwony Krwawy Księżyc. Niebo wyglądało wtedy niesamowicie, jakby tym niezapomnianym widokiem nas żegnało...


PS Pierwszy tekst, dotyczący mojej wyprawy do Bułgarii znajdziecie TUTAJ. Jakby ktoś nie czytał, to zachęcam do nadrobienia.
PPS Ostatnie zdjęcie to próba uwiecznienia wspomnianego czerwonego księżyca. Niestety, mój telefon nie daje rady przy zdjęciach nocnych i wyszło coś takiego.
PPPS Przewiduję jeszcze dwa teksty o Bułgarii, więc stay tuned ;)

3 komentarze :

  1. Super, że jednak wszystko dobrze się skończyło, a Ty miło spędziłaś czas w Bułgarii, chętnie również wybrałabym się nad Morze Czarne :)

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym chciała kiedyś pojechać do Bułgarii, mam nadzieję, że w przyszłości.. :)

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!