Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

"Nevermore. Cienie" Kelly Creagh


Varen zniknął. Schwytany w pułapkę koszmarnej rzeczywistości, gdzie chore sny Edgara Allana Poego stają się jawą, znajduje się poza zasięgiem żywych i umarłych. Isobel nie może pogodzić się z myślą o porzuceniu go, więc rusza do Baltimore, by odnaleźć Reynoldsa, który co roku spełnia toast na grobie pisarza i który w ciągu ostatnich miesięcy zwodził ją i oszukiwał. To własnie on posiada klucz do innego świata...

Jednak znalazłszy się w krainie, w której przebywa Varen, dziewczyna odkrywa, że miejsce diametralnie się zmieniło. Podobnie jak uczucia pogrążonego w gniewie chłopaka wobec niej. Miłość przemienia się w nienawiść, radość w smutek, śmiech w płacz, a Isobel zaczyna powoli rozumieć, ze ukochany stał się jej śmiertelnym wrogiem...

"Zaśnij choć na chwileczkę,
By zbudzić się ze mną w snach
I nasze "zawsze" rozsypać
W wiecznego "nigdy" piach."

"Nevermore. Kruk" pierwsza część serii i debiut pani Kelly Creagh bardzo, bardzo mi się podobała. I już w recenzji poprzedniego tomu wspomniałam, że ten tom także odebrałam pozytywnie. Jednak wypadałoby się przyjrzeć mu bliżej, prawda?

Pierwszą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest fakt, że fabuła robi się zdecydowanie mniej przewidywalna, co oczywiście działa na jej korzyść. Akcja, choć nie przez pierwsze 150-200 stron nie biegnie w zawrotnym tempie, wciąga. Czytelnik z żywym zainteresowaniem śledzi działania Isobel, razem z nią rozmyśla nad sposobami uratowania Varena, wraz z nią próbuje przetrwać kilka miesięcy normalnego życia ze świadomością, iż chłopak został uwięziony w krainie snów po części z jej winy, że z przez nią cierpi.

Często w seriach młodzieżowych zdarza się, że kiedy jedna osoba z pary znika, pojawia się ktoś trzeci. I mamy standardowy trójkącik, kiedy to zazwyczaj dziewczyna miota się od jednego do drugiego chłopaka, nie mogąc zdecydować. Tutaj, o dziwo, coś takiego się nie pojawiło. I chwała autorce za to, bo ile można powielać jeden i ten sam schemat, prawda?

W "Cieniach" znacznie zaczyna się wyróżniać postać Gwen. I choć pojawiła się ona już w pierwszej części i odegrała jakąś rolę, to tak naprawdę dopiero teraz może "rozwinąć skrzydła". To w dużej mierze, dzięki jej wsparciu Isobel nie rozsypuje się. Bo trzeba przyznać, taka pozytywnie zakręcona przyjaciółka to skarb. I choć podobnie wykreowana postać przewija się i przewija w wielu powieściach, to Gwen szczególnie polubiłam.

Tym razem było znacznie mniej Poego, nad czym ubolewam. Ta seria miała wyróżniać się tym, że obecne są w niej dzieła tego twórcy, a w drugim tomie autorka jakby o tym zapomniała.

Wiecie, że bardzo podobają mi się polskie okładki? Takie połączenie czerni, bieli i fioletu, po prostu zachwyca. I bardzo mnie nurtuje, jak będzie wyglądać "twarz" zwieńczenia trylogii. Już się nie mogę jej doczekać, tak ze względu na okładkę, jak i treść. Bo ten tom skończył się okropnie i MUSZĘ wiedzieć, co będzie dalej...

A Wam gorąco polecam nie tylko "Cienie", ale także wcześniejszy tom "Nevermore", "Kruk". Dajcie się wciągnąć tej historii, ale uważajcie, czego pragniecie... Możecie to otrzymać.

Tytuł oryginału: A Nevermore Book. Enshadowed
Autor: Kelly Creagh
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 391