Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

piątek, 1 sierpnia 2014

"Ad rem..." ~ Seria "nieskończona"?


Witajcie, moi drodzy! 

Nadszedł piątek, 1 sierpnia swoją drogą, ale nie to jest dzisiaj najważniejsze, ponieważ... pora na pierwszy post z cyklu "Ad rem..."!


Dzisiaj postanowiłam poruszyć temat związany z seriami książek. Ale do rzeczy! Usłyszałam ostatnio stwierdzenie pewnej dość znanej już polskiej autorki. Nie wnikajmy której, bo nie jest to ważne. Ważne są jej słowa, zapowiadające "nieskończoną" liczbę tomów w jej nowej serii.

W pierwszej chwili uśmiechnęłam się do siebie i uznałam, że autorka ma poczucie humoru. Ale już jakiś czas później, naszła mnie myśl: "A co jeśli ona mówiła na serio? Jeśli nie żartowała?". Wtedy raczej nie świadczy to o tej pisarce dobrze. Odniosłam wrażenie, że nie chce pisać tej serii dlatego, że ma pomysł i chce się nim podzielić ze swoimi fanami, tylko dla pieniędzy. Coraz częściej mam wrażenie, że jest to główna pobudka dzisiejszych autorów (oczywiście, nikogo nie obrażając). Pierwszy tom dobrze się sprzedał, zyskał fanów, więc trzeba napisać kolejne. I tak powstaje część 4., 9., 15., bo przecież "liczy się kasa". I niestety, takie skojarzenia od tamtego czasu zaczęła u mnie budzić pisarka. Zaznaczę tylko, że mam zamiar przeczytać pierwszą część tej "nieskończonej" serii, ponieważ dotychczas mam same miłe wspomnienia po spotkaniach z twórczością tejże pisarki, jednak pewnie dwa razy się zastanowię, zanim sięgnę po kontynuację.

Może ktoś z Was zwrócił uwagę na to, że napisałam słówko "nieskończona" w cudzysłowie. Jest to spowodowane absurdalnością tego stwierdzenia - przecież autorka nie będzie żyć wiecznie, aby publikować kolejne tomy! Tu również autorka raczej się nie popisała...

Oczywiście, to czy pani żartowała, czy nie, zależy od osobistej interpretacji każdego z Was, ale nie mogę się powstrzymać od pytania, co Wy o tym sądzicie? Uważacie, że autorka dobrze postąpiła tak "reklamując" nową serię? A może spotkaliście się z podobnym stwierdzeniem ze strony jakiegoś innego pisarza, który chcąc się rozsławić, tylko się pogrążył w Waszych oczach?

Nefmi

PS Macie może jakieś propozycje tematów, które chcielibyście abym poruszyła w cyklu "Ad rem..."? Jeśli tak, możecie je umieszczać w komentarzach bądź wysyłać na maila (nefmisblog@onet.pl) :-)

22 komentarze :

  1. Również nie cierpię "niekończących się historii". Szczególnie, że zazwyczaj poszczególne tomy są bardzo niewielkie objętościowo. Nie kończyć się jednak mogę serie, które można właściwie czytać niezależnie. Tak mam między innymi "Felixem, Netem i Niką", których części autor napisał 12 czy 13 i (prawie) wszystkie trzymają poziom. Dla mnie może się nie kończyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Książki od siebie niezależne, ale z tymi samymi bohaterami mogą mieć wiele tomów, ponieważ fabuła poprzednich nie jest potrzebna do zrozumienia, o co chodzi :)
      Też bardzo lubię "Felixa, Neta i Nikę" (dotarłam chyba do 10 tomu) i rzeczywiście, wszystkie są równie dobre :)

      Usuń
  2. Z takimi ciągnącymi się w "nieskończoność"seriami jest różnie. Jeżeli autor od początku miał na kilkanaście tomów historii ciekawy pomysł i dobrze go realizuje, to dlaczego nie? ;) Ale gdy to wygląda tak, że zapowiada dajmy na to trylogię, ale widzi, że dobrze się ona sprzedaje i nagle ta trylogia wydłuża się w 20 tomową serię, która nie dorównuje pierwszej koncepcji historii to jest to trochę naciągane moim zdaniem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim przypadkiem trylogii, która przerodziła się w serię są chociażby "Dary Anioła" Cassandry Clare. Co prawda na prezent dostałam od razu te 5 książek, które obecnie są dostępne, ale podczas lektury od razu rzucało się w oczy, gdzie pisarka wstępnie planowała skończyć. I szczerze mówiąc, ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby skończyła wcześniej, ponieważ części czwarta i piąta już nie trzymają poziomu...

      Usuń
  3. Zazwyczaj, jak coś jest za bardzo przedłużane, bo spodobało się czytelnikom, wtedy nie jest już takie dobre jak pierwsze części. Tak miałam z serią "Pamiętniki wampirów". Nie powiem, bardzo mi się podobało, ale te pisane przez autorkę sięgają do 7 księgi i miała być to ostatnia, ale jako że seria odniosła taki sukces ktoś chciał przedobrzyć i napisał kolejne 3 części (nie jest tą osobą autorka). Także tamte części mi się podobały, jednakże odniosłam takie wrażenie, że są już takie trochę naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś chciałam przeczytać "Pamiętniki (...)", jednak zrezygnowałam właśnie ze względu na to, że wydane zostały te 3 dodatkowe części. Stwierdziłam, że tomów jest za dużo i nie ma nawet sensu tego zaczynać :)
      Co prawda miałam trochę wątpliwości, ale Twoja opinia iż są one naciągane, utwierdziła mnie w mojej decyzji :)

      Usuń
  4. Zgadzam się z tobą. Według mnie najlepsze są trylogie. Gdyż są dopracowane. Także nie lubię jak autorzy pierwszą część piszą ok. 2 lata i jest dopracowana, druga ok. 1 roku i jest w sam raz, a już trzecia ok. pół roku i jest na siłę i jest kiepska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba również najbardziej lubię trylogie. Nie za długie, nie za krótkie xD Ale rzeczywiście, wszystkie tomy muszą być dopracowane, żeby lektura była naprawdę przyjemna.

      Usuń
  5. Jest kilka przykładów takich "niekończących" się serii, m. in. Pan Samochodzik. Dobrze wykreowany bohater, któremu nie przeszkodziła śmierć jego twórcy. Obecnie cykl przekroczył 120 pozycji i nie wygląda, że koniec jest bliski. Podobnie rzecz się miała z amerykańską serią "Przygody Trzech Detektywów" sygnowaną nazwiskiem Alfreda Hitchcocka. Miała około 60 części, a później jeszcze dwie kontynuacje po około 10 książek. Wszystko zależy od pomysłu i sposobu wykonania - jeżeli ma być tylko dla kasy to szybko czytelnicy się na tym poznają i może jeszcze jedną, dwie części kupią, ale tak raczej z rozpędu. Jeżeli natomiast ma to być sposób na rozwój postaci i opisanie jakiegoś szerokiego uniwersum to jest szansa na zdobycie wiernych fanów. Uważam jednak, że wszystko powinno mieć swój koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o wymienionych przez Ciebie seriach, jednak nie miałam okazji ich czytać. Uważam, że takie serie i ich bohaterowie, nie są już tacy sami, kiedy kolejne tomy piszą inni ludzie, nie sam autor. Raczej jest mało prawdopodobne, żeby nawet największy fan, 'poznał' bohatera lepiej od jego twórcy.
      Również uważam, że czytelnicy prędzej czy później poznają się na książkach pisanych dla pieniędzy, ale nawet jeśli tak nie jest, to postać nie może rozwijać się w nieskończoność.
      I tutaj się z Tobą zgadzam :)

      Usuń
  6. Zgadzam się z Tobą. Dla mnie najlepsze są trylogie. Chociaż jeżeli autor ma faktycznie pomysł, a kolejne książki trzymają równy poziom, to czemu nie pisać "w nieskończoność"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trylogie są takim "złotym środkiem". W sumie, tak, ale rzadko się zdarza, żeby wszystkie części trzymały poziom :c

      Usuń
  7. Hej! Dokładnie ten sam temat poruszyłem ostatnio u siebie na blogu. Zacznę od tego, że teraz praktycznie nie można już spotkać książki, która nie byłaby którąś częścią serii. Sięgam w księgarni po ciekawy tytuł i nagle "pierwsza część poruszającej sagi" czy coś takiego. Zgadzam się z Lee Moon że najlepsze są trylogie, gdzie od początku do końca wszystko jest zaplanowane i dopięte na ostatni guzik (a przynajmniej w teorii takie powinno być xD). Ciągniecie serii przez 50 części jest już typową zagrywką, żeby na popularności zbić majątek. Baccalario napisał 12 bardzo ciekawych części Ulysses Moore. Mimo, że dwie ostatnie były średnie, to musiały zostać napisane aby jakoś zgrabnie zakończyć tak długą serię. Zakończyć?! Otóż okazało się, że Baccalario wydał właśnie... 13 część która odgrywa się w tym samym świecie, jedynie główni bohaterowie są inni i poznają tajemnicę Moora z innej strony. Po co? Miałem to okazję czytać dwa dni temu i okazało się dość przeciętne. Autor przemielił już tę historię i jak na mój gust powinien dać jej spokój aby egzystowała w teraźniejszej formie. Spodziewam się po nim, że wyda teraz kolejne 12 części z nowymi bohaterami, super! -.-
    Oprócz utrzymania poziomu, dużym problemem jest nadążanie za częsciami, śledzenie kolejnych tomów, oczekiwanie na nie... Jak zaczniemy 15 serii i z każdej będziemy oczekiwać kolejnej części to pogubimy się w koncu na czym skończyliśmy, co się działo uprzednio itd...
    Odpowiadając teraz stricte na twój przykład - moim zdaniem to nie był dobry chwyt marketingowy, bo prawdę mówiąc na samą myśl o "nieskończonej" liczbie części odechciewa mi się czytać... Są różne miłosne sagi skandynawskie, każda po milion części - jak czasem widze je na aukcjach to strach mnie bierze ;o Mam nadzieję, że jeśli ta autorka ma zamiar wydawać tyle tomów, to niech chociaż je dobrze przemyśli i rozłoży akcję tak, żeby kolejne części nie zanudzały.
    Sorry za taki długi komentarz XD Ale akurat ostatnio się nad tym zastanawiałem i doszedłem do powyższych konkluzji ;p Miłego sierpnia, pozdrawiam! Avenix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wizyta w księgarni to tragedia - pierwszą część jeszcze zniosę, ale kiedy jest książka, która mnie zaintryguje, a na okładce albo w środku widzę dopisek "któraś tam część bestsellerowej serii", to mnie krew zalewa (oczywiście w przenośni). Nic tylko: seria, seria, trylogia, seria, saga...
      Trylogie są rzeczywiście świetnym rozwiązaniem, tym "złotym środkiem", ale nawet tych jest coraz więcej.
      Ulyssesa Moore'a przeczytałam tylko jedną książkę, w dodatku tom drugi -.- A potem stwierdziłam, że nie mam ochoty bawić się i szukać poprzedniego i kolejnych tomów. I tak skończyła się moja przygoda z Baccalario :D
      Oj, zgadzam się! Mam już tyle rozpoczętych serii, które chciałabym skończyć, że chyba ich nie zliczę... A na półce czekają kolejne! I jak tu się nie pogubić zarówno w terminach premiery, jak i w wydarzeniach poprzednich tomów, o czym już wspomniałeś. No, i problemem mogą być fundusze...
      Tak, też czasem widuję te sagi na aukcjach... Ostatnio ciocia proponowała, że mi kupi taką na urodziny. Brr! Jakby nie było dość, że nie mam miejsca na półkach i czasu na czytanie czegoś takiego. Również mam taką nadzieję :)
      Nie ma problemu, po to przecież są dyskusje ^^ Dziękuję i wzajemnie!

      Usuń
  8. Z wieloma tomami kojarzą mi się autorki: P.C. Cast i Kristin Cast, które stworzyły serię Dom Nocy. Dotarłam chyba do siódmej części, ale dalej już nie mogę, ponieważ widać, że autorki nie mają pomysłu, tylko robią to, tak jak Ty pisałaś, tylko dla pieniędzy. Oczywiście mogłabym wymienić jeszcze kilka takich przykładów, bo niestety jest ich dużo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dotarłam dzielnie do 11:)

      Usuń
    2. Słyszałam o tej serii, koleżanka bardzo mi ją polecała, ale zawsze odmawiałam. Dlaczego? Ponieważ często znajduję pojedyncze tomy tejże serii w taniej książce. I zalegają tam, zalegają, aż w końcu trafią na makulaturę (lub ktoś nieświadom, że to 9. tom kupi taką 'okazję'). Również uważam, że tomów jest zbyt dużo, zwłaszcza, że fabuła nie wydaje się być zbyt skomplikowana.

      Usuń
  9. Ja niestety mam tak, że nawet jak mi się średnio podoba czuję się zmuszona kupować kolejne tomy:( nie lubię zostawiać niedokończonych serii, a troszkę ich jest. Wręcz całe mnóstwo... Tak więc na takich jak ja można zarobić heheh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również nie lubię kupować kolejnych tomów, pilnować terminów itd. Jednak jak seria mi się spodoba, to nie ma rady... Ja także mam wiele rozpoczętych serii. Nie kończę ich, bo albo nie mam środków na kupno kolejnych tomów, albo tych kolejnych tomów jeszcze nie ma :/

      Usuń
  10. Nie mam nic przeciwko seriom, które mają po 12 albo więcej części. Rozumiem jednak, że czytając aż tyle książek o tych samych bohaterach może się trochę znudzić
    Zaciekawiłaś mnie bardzo i teraz zastanawiam się o kogo może chodzić =D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli bohaterowie są dobrze wykreowani, a autor miał pomysł na te 12 tomów, to ja również nie mam z tym problemów. Niestety, coraz więcej jest serii pisanych tylko dla pieniędzy :c
      Oj, raczej tego nie zdradzę, żeby nie popsuć pani opinii :)

      Usuń
  11. Ja tak się czuję czytając "Pretty Little Liars". Gdy zaczęłam pierwszą część (jakieś 3 lata temu) było 6 tomów i myślałam, że na szóstym się skończy - nic bardziej mylnego! W tej chwili tomów jest 14. Ja przeczytałam 12, przy czym tomy 9-12 tak na prawdę niczego nowego nie wprowadzają. Pojawiły się także "Sekrety" i " Sekrety Ali". Serialu jest 5 sezonów i nic nie wskazuje na to, by to wszystko miało się szybko zakończyć. Wszystko już jest wyraźnie nastawione na kasę i bardzo mnie to irytuje, że w końcu się zestarzeję, czekając aż się dowiem kto jest "A" >.<

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!