Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

środa, 14 października 2015

"Ostatni Władca Pierścienia" Kiryl J. Yeskov


Profesor J.R.R. Tolkien znał tylko jedną stronę medalu - zupełnie nie tak to było, nie tak. Jak więc było naprawdę? Może właśnie tak, jak opowiedziane jest w historii ostatniego Władcy Pierścienia? I w ogóle - jak wyglądałaby historia Pierścieni Władzy, gdyby opowiedzieli ją nie zwycięzcy, a zwyciężeni? Czy naprawdę rozkład sił Dobra i Zła w największej z wojen Śródziemia nie mógł być zmieniony? 

Wszyscy znamy opowieść tych, którzy wygrali - posłuchajmy również tych, którzy przegrali...

"Jeśliś słaby, to pokaż wrogowi, żeś mocny; jeśliś mocny - pokaż słabość."

"Ostatniego Władcę Pierścienia" bardzo polecał mój anglista, wielbiciel Tolkiena. Przypadkiem znalazłszy ją w bibliotece, postanowiłam się z nią zapoznać. Przede wszystkim bardzo spodobał mi się pomysł - uwielbiam "Władcę Pierścieni" i cieszyłam się na myśl, że ktoś wpadł na pomysł przedłużenia, a właściwie rozwinięcia serii. Podziwiałam autora, który zdecydował się zgłębić powieści, wcielić się w czarne charaktery i stworzyć historię, z jednej strony nową, jednak opartą na innej, już istniejącej. I powiem tylko jedno - cholernie się zawiodłam.

To nie jest "Władca Pierścieni" z perspektywy Nazguli, Sarumana czy Saurona. Ba, te postaci ledwo się wspomina. To jest książka, która jedynie czerpie pomysł z tolkienowskiej serii. Opiera się na niej. Akcja powieści Yeskova zaczyna się w momencie, kiedy kiedy kończy się "Powrót króla". Jednak to nawet dałoby się przełknąć. Najgorsze jest to, że autor KOMPLETNIE zmienił koncepcję Tolkiena - Mordor stał się nagle oazą kultury i nauki, którą bezczelnie i bezpodstawnie zaatakowali sąsiedzi, a jego mieszkańcy, Orokueni (przez ludzi i elfy nazywani "orkami") istotami inteligentnymi, kulturalnymi i oświeconymi. A wiecie co jest najlepsze? Że za tym wszystkim stoi Gandalf, któremu nie podobał się stopień rozwinięcia Mordoru. Wstrętny ten czarodziej, nie sądzicie? Warto też wspomnieć o tym, że przebieg Wojny o Pierścień to wymysły Aragorna, który jako podstępny, przebiegły i w ogóle cały be, postanowił jakoś usprawiedliwić swoje przejęcie tronu Gondoru, który mu się nigdy nie należał (sic!). Czytając te bzdury naprawdę zastanawiałam się, czy pan Yeskov przeczytał "Władcę (...)" Tolkiena czy tylko streszczenie...

Nie mówiąc już o tym, że TO z fantasy ma niewiele wspólnego. Bliżej mu do szpiegowskiego kryminału, zarówno pod względem fabuły, jak i języka. Magii niewiele, za to od groma intryg, pościgów, kręcenia się w kółko po mieście podczas wykonywania misji i dygresji. Czysta fantastyka, nie ma co...

Jednak, co ciekawe, ta książka nie jest kompletnie zła. Gdyby tak zapomnieć na chwilę o oryginalnym [genialnym, dopracowanym, epickim] "Władcy Pierścieni", można by się pokusić o stwierdzenie, że jest dobra. Kiedy już przyzwyczaimy się do języka, który jest dość specyficzny, czyta się to nieźle. Wolno, ale nieźle. Wycięcie połowy wydarzeń, zbędnych przerywników i kilku bohaterów, na pewno by nie zaszkodziło.

Mimo, że tak promowany, to nie jest "Władca Pierścieni" oczami wroga. To jest historia OPARTA na "Władcy Pierścieni". Z jednej strony to profanacja i zniszczenie twórczości i pomysłu Tolkiena, ale z drugiej całkiem niezła powieść. Nie mogę jej z czystym sercem polecić, ani stanowczo zmieszać z błotem i odradzić. Decyzję o tym, czy ją przeczytacie zostawiam Wam, drodzy czytelnicy.

Tytuł oryginału: PoslednijKolcenosiec
Autor: Kiryl J. Yeskov
Wydawnictwo: 349
Ilość stron: 513

2 komentarze :

  1. Nie słyszałam o tej książce. Ale nie czytałam Władcy, więc mnie nawet nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czytałam Władcę, i w sumie z ciekawości moze przeczytam też tę książkę. A nuż mi isę spodoba :P
    Pozdrawiam cieplutko!!!

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!