Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

"Martwa strefa" Stephen King



Twórczości Stephena Kinga nie wypada nie znać. Ot, po prostu. Mistrza grozy zna (albo chociaż kojarzy) każdy, a jeśli nie czytał książek to na pewno oglądał filmy. A że niedawno uświadomiłam sobie, że nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego, postanowiłam to wreszcie zmienić. 

"Martwa strefa" to historia młodego nauczyciela angielskiego, który uważa się za szczęśliwego. Do czasu... Kiedy ulega poważnemu wypadkowi i po 5 latach budzi się ze śpiączki, odkrywa w sobie niezwykły dar - widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi. Talent, który z czasem staje się przekleństwem, diametralnie zmienia jego życie.

"Pamiętaj, są rzeczy, których lepiej nie oglądać, i rzeczy, które lepiej zgubić niż znaleźć."

Powiedziałabym jeszcze, że są rzeczy, o których mimo wszystko, lepiej nie wiedzieć. Ale o tym później.

Jako, że jest to moja pierwsza książka pana Kinga, nie mam żadnego porównania. Niemniej, muszę przyznać, że jest bardzo dobra. Historia wciąga i zaciekawia już na samym początku - w końcu dlaczego upadek na lodzie w dzieciństwie, miałby mieć jakieś znaczenie? Otóż ma. Jest jeszcze kilka innych, z pozoru nieznaczących i niepowiązanych ze sobą wątków pobocznych, które jednak na końcu tworzą spójną całość. 

Świetnie wykreowany został główny bohater, Johnny Smith. Z jednej strony sympatyczny, uśmiechnięty, służący radą, zawsze stara się robić dobrą minę do złej gry, nawet po wypadku. Jednak z drugiej, niepokojący, momentami wręcz przerażający. Zupełnie jak Dr Jekyll i Mr Hyde... Autor skupia się głównie na nim, opisuje przede wszystkim wydarzenia z jego udziałem. I szczerze mówiąc są one najciekawsze, bo choć wątki z innymi postaciami również intrygują, to kontynuacji i wreszcie rozstrzygnięcia historii Johna nie mogłam się doczekać.

"Czy gdybyś mógł cofnąć się w czasie i zabić Hitlera, zrobiłbyś to?". Pytanie trudne. W tej książce pojawia się właśnie ono, ale także inne, równie ważne - czy warto ryzykować dla przeczucia, które może się nie sprawdzić? Żeby nie zdradzić za wiele, Johnny przez przypadek dowiaduje się o czymś, o czym nie chciałby wiedzieć. Zostaje zmuszony do podjęcia decyzji, która może zaważyć na jego przyszłości. I żaden z czytelników raczej nie dysponuje talentem protagonisty, powieść uświadamia, ile zależy od naszego wyboru tu i teraz. 

Ale, żeby nie było zbyt różowo, muszę się przyczepić. Mimo wartkiej akcji, książka momentami straszliwie mi się dłużyła (były to głównie nudne jak flaki z olejem wywody o polityce USA). I to dłużenie to jedyne, co mogę określić słowem "straszny" - tutaj nie ma grozy! To powieść obyczajowa z domieszką nadnaturalności. Nie mówię, że to źle, ale po tym, czego się o Kingu nasłuchałam spodziewałam się książki, której ze strachu nie będę w stanie skończyć... Wspomnę jeszcze o zakończeniu, które mnie zawiodło. Niestety, bo przez większość czasu utrzymywał się bardzo dobry poziom, a potem jakby pisarz nie miał pomysłu na rozwiązanie akcji. Szkoda.

Podsumowując, książka jest naprawdę warta uwagi, czyta się ją naprawdę przyjemnie, ale mam wrażenie, że jest trochę "niekingowska". Dla fanów autora na pewno będzie to miła odmiana, a zaczynający przygodę z twórczością pana Stephena raczej nie znajdą tu tego, z czego jest znany - horroru. Myślę, że są inne, lepsze książki mistrza,  które warto poznać. A propos, możecie mi jakieś polecić? ;)

Tytuł oryginału: The Dead Zone
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 478