Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

piątek, 29 maja 2015

"Ad rem..." ~ Share za share?


Słuchajcie! Wpadłam na genialny pomysł - wymieńmy się obserwacjami. I może komentarzami, co myślicie? Wszyscy na tym skorzystamy, więc dlaczego nie?

Zauważyliście, że ostatnimi czasy niektóre blogi zyskują setki (jeśli nie tysiące) obserwatorów i komentarzy w bardzo krótkim czasie? Ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, w końcu jeśli ktoś pisze dobrze i potrafi zaciekawić i przyciągnąć czytelników, to nic dziwnego, że jest populary. Jednak ciekawe jest to, że większość blogów, o których piszę, jest w najlepszym wypadku przeciętna. I jestem pewna, że to nie tylko moje zdanie. Więc dlaczego tyle osób śledzi poczynania autora?

Wszystko dzięki (a może raczej przez?) popularne ostatnio "share za share? kom za kom?". Na różnego rodzaju grupach i forach blogowych, "blogerzy" oferują wymianę obserwacji, komentarzy, lików na Facebooku - liczb, które według nich są najważniejsze.

Jasne, to jest jakiś sposób na zdobycie czytelników, którzy być może z Tobą zostaną. Nic nie tracisz, jedynie zaśmiecasz sobie blogroll. Jednak to jest jedno wielkie BYĆ MOŻE. Poza tym zastanówmy się, czy to na pewno jest uczciwe? Czy nowi czytelnicy, którzy wejdą na bloga przypadkiem, nie poczują się oszukani widząc n-set osób obserwujących kiepskiego bloga? Mi zawsze zapala się w takim momencie lampka, że coś jest nie tak. Uważam, że liczba obserwatorów jest swego rodzaju wyznacznikiem jakości strony, a takie sztuczne nabijanie liczb to kłamstwo.

Warto przy tym pamiętać, ze dobry blog obroni się sam...

A co Wy sądzicie na ten temat? Podzielacie moją opinie, czy takie działanie jest Wam obojętne?

PS tak tylko zaznaczę, że nie mam o to żadnych pretensji czy problemów z takim działaniem - niech sobie ludzie robią, co chcą. Chcę tylko poznać Wasze zdanie; nadal mam nadzieję, że nie jestem odosobniona w moich poglądach☺

17 komentarzy :

  1. Właśnie też czasem mnie to zastanawia: niektóre blogi, które nie są jakoś szczególnie dobrze prowadzone a autor nie jest szczególnym mistrzem słowa, mają całe mnóstwo obserwatorów, a tymczasem inne blogi - świetne pod każdym względem i naprawdę super rokujące, mają kilku obserwatorów i dwa-trzy komentarze pod postami, które z prawdziwą przyjemnością się czytało . Dziwna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to coraz powszechniejsze. Nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby mieć na blogu osoby, które niby są, ale ich brak aktywności sprawia wrażenie, jakby ich nie było. To tylko takie puste statystyki...
      Ale wiesz co? Myślę, że te "popularne" blogi nie przetrwają długo, natomiast te dobre, z czasem staną się znane ;) I myślę, że ich autorzy o tym wiedzą.

      Usuń
  2. Ostatnio właśnie natknęłam się na wiele komentarzy tego typu na innych blogach ,ale mi tam nic do tego.Innym się humor poprawi a,że to w niektórych przypadkach niesprawiedliwe to już odrębna sprawa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolę 2-3 komentarze, ale rzeczowe, niż 20 typu "fajne". Ilość odwiedzin czy obserwatorów to tak naprawdę sprawa drugorzędna dla osób, które tak naprawdę wiedzą o co chodzi w blogowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jesteś odosobniona! :P
    Moim zdaniem ilość like'ów na Fb, wejść na blogu itp nie jest ważna, bo nie pisze się dla liczb, ale dla Czytelników! To oni są najważniejsi, a jeśli jest ich 10, ale takich co czytają każdy post i np co drugi komentują (da się zauważyć łatwo kto cię czyta) to niech będzie 10. Lepsze to niż gdyby 100/150 osób napisało 'fajnie', 'super, 'świetny post'...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to dobrze ^^
      Tu się muszę zgodzić - jaki jest pożytek z komentarzy typu "Fajny post"? Nie da się do tego odnieść, podyskutować, odpowiedzieć w jakikolwiek inny sposób poza "dziękuję"...
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Zgadzam się, że przecież chodzi o czytelników, nie o liczby. Liczby obchodzą wydawców :) Jesli komus bardzo zależy na współpracach to pewnie własnie o to chodzi. O nabicie wszystkiego, co tylko się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, ale wydaje mi się, że takie sztuczne nabijanie liczb nie jest tak nagminne w blogosferze książkowej, jak na przykład w lifestylowej czy modowej. Prawdę mówiąc, chyba miałam szczęście nigdy nie trafić na kiepski blog recenzencki z tysiącami obserwatorów. I mam nadzieję, że nie trafię, bo nie chcę stracić wiary w miłośników książek ;)

      Usuń
  6. Za każdym razem gdy widzę tego typu propozycje, nie mogę się powstrzymać od przewracania oczami. Co autor chciałby osiągnąć? Wydaje mi się, że jest tak, jak piszesz kilka komentarzy wyżej - takie sztuczne nabijanie nie sprawi, że blog się utrzyma, albo stanie się znaczący (po "popularny" i "znaczący" to dwie różne sprawy). W każdym razie chcę w to wierzyć. ;) Mnie takie działanie troszkę zabijałoby frajdę z blogowania, no bo co to za radość, że musisz stale się naginać, zostawiać ludziom komentarze pod słabymi lub nieciekawymi postami tylko po to, żeby samemu dostać odpowiedź typu "fajnie, zapraszam do mnie"? Zdecydowanie lepsze jest kilka komentarzy, ale względnie konstruktywnych.

    Wydaje mi się, że wielu blogerów książkowych myśli podobnie i dlatego jeszcze się przed tą falą względnie bronimy. Ale jak widać i do nas to dociera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie się zgadzam. W końcu, jak odpowiedzieć na komentarz "fajny post"? A tak przynajmniej można porozmawiać ^^
      Rzeczywiście, dociera, ale mam nadzieję, że nie stanie się u nas powszechna.

      Usuń
  7. Zupełnie nie jesteś odosobniona! :) Bardzo denerwują mnie komentarze w stylu "obs za obs, kom za kom czy może poklikaj w kliki". No niestety, bardzo często albo w ogóle nie wchodzę na takie blogi, albo kiedy już na nie wejdę to okazuje się najczęściej, że tworzy go dziewczyna, w średnim wieku 13-16 lat, która pisze o wszystkim i o niczym, a obserwatorów ma 500 coś lub nawet więcej, a pod każdym postem komentarze są przeważnie takie same, w stylu: "świetny post, zapraszam do siebie/ ładnie wyglądasz, wejdź do mnie, itd.". Nie rozumiem, czy naprawdę właśnie w taki sposób obecnie zyskuje się czytelników?
    Nie mówiąc już, kiedy na jednej z grup na FB wkleję link do nowego wpisu u siebie na blogu, a pod nim osoby wklejają linki do swoich i rzucają hasła "obs za obs, kom za kom", no sorry... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Na pewno nie zawsze, ale to częsty sposób budowania "społeczności".
      Też kiedyś wklejałam linki na jednej z takich grup. Potem stwierdziłam, że to nie mam sensu - w komentarzach spam, o którym wspomniałaś, a wpis i tak ginie w morzu innych :/

      Usuń
  8. Z Greena czytałam jedynie "Papierowe miasta", ale byłam nimi bardzo zauroczona. Chętnie sięgnę po inne książki autora. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wpis cofnęłaś ;) Zobaczę, może się rozejrzę za "(...) miastami", skoro mówisz, że są niezłe.
      "19 x K" odradzam, ale zrobisz, jak zechcesz ;)

      Również pozdrawiam!

      Usuń
  9. Statystyki dodają splendoru xD A tak na serio - wielu wydawców domaga się wszelakich liczników wejść, obserwatorów, polubień na facebooku, instagramie... Można tak wymieniać w nieskończoność. Podbijanie stanowi rodzaj zabezpieczenia dla współprac "bo przecież skoro ma tylu obserwatorów" to recenzje mają daleki zasięg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie tak, ale czy wydawnictwa nie sprawdzają jakości tych tysięcy, komentarzy, obserwatorów itd.? Dla mnie taki research byłby podstawą do rozważania współpracy...

      Usuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!