Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

czwartek, 18 czerwca 2015

"7 razy dziś" Lauren Oliver

Sam Kingston jest ładna, popularna, ma idealnego chłopaka i trzy najlepsze przyjaciółki. Mija kolejny dzień jej wspaniałego życia. Niestety wieczorna impreza przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót. Kiedy Sam budzi się następnego dnia, z przerażeniem odkrywa, że znowu jest piątek 12 lutego. Jeszcze raz dziś...

"Może dla ciebie jest jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć - tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić, by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go marnować.
Ale dla niektórych istnieje tylko dziś. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo."

Lauren Oliver, absolwentka filozofii i literatury na uniwersytecie w Chicago, zasłynęła w Polsce serią "Delirium". "7 razy dziś" jest pierwszą powieścią, którą napisała.




Książkę kupiłam już jakiś czas tamu, ale motywacją do jej przeczytania stała się dla mnie decyzja wydawnictwa o ponownym wydaniu powieści. Zaczęłam i po kilku pierwszych stronach stwierdziłam, że to będzie droga przez mękę. Dlaczego? Bo główna bohaterka i jej najbliżsi znajomi, to takie typowe amerykańskie nastolatki, przedstawiane w filmach - głupie, puste lale, przejmujące się tylko wyglądem i wywyższające się ponad innych, oraz chłopacy-mięśniaki, których IQ utrzymuje się na podobnym poziomie. I nie można zapomnieć o osobie, nad którą notorycznie się pastwią - w tym wypadku dziewczynie imieniem Juliet. Jednym słowem: mordęga. Naprawdę nie wiem, czy wytrzymałabym taką głupotę przez te prawie 400 stron.

Na szczęście nie musiałam. Samantha, przeżywając jeden dzień ze swojego życia siedmiokrotnie, dostrzega, jak wiele błędów popełnia, jak wielu ludzi krzywdzi. Nikogo nie zaskoczę, pisząc, że pod wpływem tego doświadczenia, postanawia wynagrodzić wszystkie swoje winy. Jesteśmy świadkami wewnętrznej przemiany protagonistki, o 180° zmienia się jej postrzeganie rzeczywistości. I tu akcja się rozkręca, w 7 rozdziałach czytamy o 7 wersjach tego samego dnia. Robi się naprawdę ciekawie, czytelnik z zapartym tchem zaczyna śledzić akcję, nieuchronnie zbliżając się do końca... który jest zupełnie bez sensu (UWAGA SPOILER: niby dlaczego Sam miała zginąć za Juliet? To prędzej Lindsay powinna tamtej wynagrodzić lata kpin. I btw. myślę, że Juliet i tak się zabije - nie zniesie życia ze świadomością, że ktoś umarł, bo ona chciała popełnić samobójstwo. KONIEC SPOILERA. Wybaczcie mi go, proszę, ale mam nadzieję, że nie tylko ja to dostrzegam i ktoś, kto ma lekturę za sobą mi odpowie ☺).

Lekkie pióro autorki i prosty język sprawiają, że "7 razy dziś" czyta się błyskawicznie. Lektura choć trochę przybliża problemy nastolatków, którzy na co dzień spotykają się z przemocą tak fizyczną, jak i psychiczną. Niebezpośrednio skłania także do krótkiej refleksji nad tym, czy my postępujemy właściwie, czy po śmierci też musielibyśmy otrzymać drugą szansę? Tak jak Sam?

Mówiąc krótko, "7 razy dziś" jest bardzo dobrą powieścią, choć kilka elementów (jak chociażby to nieszczęsne zakończenie), jakoś mi tutaj nie pasowało. Aczkolwiek, uważam, że jest warta uwagi i przeczytania. Polecam.

Tytuł oryginału: Before I Fall
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 382

12 komentarzy :

  1. Bardzo chętnie sprawdziłabym sama :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka dosyć popularna w Polsce. Od dawna się za nią zabierałam, ale jakoś nie było mi z nią po drodze. A teraz, po przeczytaniu twojej recenzji, szczerze mówiąc, w ogóle nie mam juz na nią ochoty. Spodziewałam się po niej czegoś ttoszkę innego, a skoro zakończenie bezsensowne to nie będę się męczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto się zmuszać. A co do zakończenia, może to tylko moje zdanie? Nie wiem, ale w każdym razie, też oczekiwałam czegoś innego :)

      Usuń
  3. Dzięki właśni tej premierze nowszego wydania o książce jest bardzo głośno. Mówiąc szczerze, mnie dopiero teraz ta pozycja zainteresowała. Mam nadzieję ją przeczytać w najbliższym czasie :)
    Pozdrawiam, Shelf of Books

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją w planach,zwłaszcza,że trylogia "Delirium"bardzo przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Delirium" nie miałam jeszcze okazji czytać, ale bardzo bym chciała. Z tego, co czytałam, jest znacznie lepsze od "7 razy dziś" :)

      Usuń
    2. Szczerze polecam.Pierwszy tom czytałam aż dwa razy,a to coś znaczy ;D

      Usuń
  5. Ostatnio popularna w blogosferze jak zauważyłam :) Ciekawe czy mi by się spodobała, chętnie przeczytam, bo mnie dosyć zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, widzę, że nie ja jedyna nie zauważyłam sensu w zakończeniu tej książki. Jakby autorka nie mogła wymyślić innego pomysłu na ukazanie wewnętrznej "przemiany" Sam. Poświęcenie to stary i oklepany motyw, poza tym, masz rację, Juliet była dosyć słabą psychicznie osobą, wrażliwą i to, co zrobiła Sam, mogłoby ją bardziej dobić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już bardzo dawno o niej słyszałam ale jeszcze nigdy nie mogłam na nią trafić. Mam nadziej że w końcu uda mi się ją przeczytać gdyż nie ukrywam jestem jej strasznie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba jednak przeczytam :) Tak na mnie jakoś spłynęło natchnienie po przeczytaniu Twojej recenzji ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie, niestety, ta książka zawiodła - spodziewałam się po niej więcej, przede wszystkim w kwestii zakończenia.
    http://papierowenatchnienia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!