Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

wtorek, 25 kwietnia 2017

Zabójcza astrologia


W tajemniczych okolicznościach ginie mieszkaniec wsi położonej na skraju Kotliny Kłodzkiej. Jego sąsiadka, Janina Duszejko, emerytowana nauczycielka i obrończyni zwierząt, wpada na pewien trop, który zdradza policji. Nikt jednak nie chce uwierzyć w jej teorię. Policjanci uważają ją za niegroźną ekscentryczkę, która zatraciła się w swym zamiłowaniu do astrologii.

Okoliczności następnego morderstwa powodują jednak, że coraz więcej osób zaczyna słuchać Janiny Duszejko uważniej...

"Mamy to nasze ciało, kłopotliwy bagaż, naprawdę nic o nim nie wiemy i potrzebujemy różnych Narzędzi, żeby się dowiedzieć o najbardziej naturalnych procesach. [...] Jedyne toporne i prymitywne Narzędzie, jakim nas obdarowano na pocieszenie to ból. Anioły, jeżeli istnieją, zrywają z nas boki ze śmiechu. Dostać ciało i nic o nim nie wiedzieć. Bez instrukcji obsługi."


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Tokarczuk. Już od jakiegoś czasu planowałam przeczytać jakąś powieść, bo byłam naprawdę ciekawa, czym się wyróżnia, zwłaszcza, że tyle osób ją chwali. A teraz nie jestem pewna, co myśleć.

Z jednej strony uważam, że to całkiem niezła książka. Historia sama w sobie intryguje i wciąga. Kolejne tajemnicze zabójstwa, rzekomo popełnione przez zwierzęta? Brzmi świetnie, zwłaszcza, że jeszcze nie czytałam nic podobnego. Choć w dużym stopniu przewidziałam, jak to wszystko się skończy (nie wiem, co jest ze mną nie tak!), to lektura była szybka i raczej przyjemna. Napomknę może, że kluczowe jest tu słówko "raczej"...

Krótko mówiąc, astrologia zabiła tę książkę w moich oczach. Ale, ale... Na początku nawet nie było tak źle. Przez pewien czas było nawet dobrze, bo coś się działo, fabuła całkiem sprawnie biegła do przodu i czytało mi się świetnie. Potem akcja drastycznie zwolniła i astrologia (wraz z mocno z nią powiązanymi "Teoriami" naszej narratorki, pani Janiny) weszła na pierwszy plan. Wtedy nie raz i nie dwa miałam ochotę po prostu rzucić tę książkę w cholerę. Nie wierzę w horoskopy, a tu co trzy strony pojawia się opis ich tworzenia, rozważania na temat wpływu planet na życie człowieka albo stwierdzenia typu "Każdy uczynek zamieniony w drobne drżenia fotonów wyruszy w końcu w Kosmos jak film i do końca świata będą go oglądały planety.". Tak, tam naprawdę jest coś takiego. A ja serdecznie dziękuję za takie bzdury.

Mieszane uczucia mam też do ideologii całej tej książki. Oczywiście, znęcanie się nad zwierzętami i obojętność na ich cierpienie nie jest niczym dobrym. Ale nietrudno też przesadzić w drugą stronę, co akurat autorce udało się oddać całkiem nieźle. Nie wiem, czy to tylko ja, ale miałam wrażenie, że ta książka (a może stojąca za nią autorka?) cały czas próbuje mnie przekonać, że jej poglądy są lepsze od moich, że jej zdanie się jest ważniejsze. Wiecie, takie "moja racja jest najmojsza".

Nie mówię "nie" twórczości Tokarczuk - ponoć "Księgi Jakubowe" są warte uwagi - ale "Prowadź swój pług przez kości umarłych" zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Czytało się nieźle, czytało się szybko, bardzo ładny język... i to w sumie większość zalet. Dziękuję, to nie dla mnie.

Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Autor: Olga Tokarczuk
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 316

1 komentarz :

  1. Książka jest na mojej liście czytelniczej, jednak widzę, że powinnam podejść do niej z pewną ostrożnością. Ciekawe, jakie na mnie zrobi wrażenie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!