Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

poniedziałek, 9 maja 2016

O pewnym nietypowym spotkaniu autorskim...


W ubiegły piątek miałam okazję być na spotkaniu autorskim z Pawłem Pollakiem, o którym jakiś czas temu Was informowałam. I wiecie co? Nigdy nie byłam na podobnym wydarzeniu...

Kiedy weszłam, niełatwo było mi się odnaleźć - ludzie tłoczyli się w Barbarze, rozmawiając i śmiejąc się. W rękach wielu z nich widziałam książki, które podobnie jak ja, przynieśli, by zdobyć autograf. Punktualnie o 18:00 skierowano nas do sali, w której odbywało się spotkanie. Krzeseł szybko zabrakło, więc ci, którzy nie mieli szczęścia, siedzieli na podłodze. Nawet nie zauważyłam, kiedy minęły 2 godziny. A spotkanie jeszcze się przeciągnęło, bo przecież ustawiła się kolejka do podpisywania książek...

Zazdrościcie mi, że mogłam wziąć udział w wydarzeniu? To teraz powiem, jak było naprawdę, bo to, co opisałam powyżej, to jedynie moje wyobrażenie o tym, jak powinny wyglądać spotkania autorskie.

Otóż na spotkaniu pojawiła się... tylko jedna osoba. Ja. Dotarłam na miejsce 10 minut przed rozpoczęciem i ze zdziwieniem zauważyłam, że oprócz samego pisarza i pani, która odpowiadała za organizację, nikogo nie ma. No nic, ciut zestresowana siadam na jednym z krzeseł i czekam, i wręcz błagam w myślach, żeby ktoś jeszcze przyszedł - głupio się czułam sama wśród tylu pustych krzeseł. Ale nikt więcej nie dotarł... 

Spotkanie trwało 15 minut. Podpisanie książek i chwila rozmowy.

Dlaczego tak wyszło? Teraz mogę sobie tylko gdybać. Może gdyby spotkanie było lepiej nagłośnione na Facebooku, więcej osób by przyszło? Może gdyby to była sobota, bo jednak piątek nie każdemu pasuje? Może gdyby w okolicy pojawiły się jakieś plakaty, ulotki, oznaczenia, przypadkowi przechodnie zainteresowaliby się wydarzeniem? Może, może, może...

Ale wiecie, z jakiego powodu jestem najbardziej zawiedziona? Bo Wrocław w tym roku jest Europejską Stolicą Kultury! Bo miasto niedawno otrzymał tytuł Światowej Stolicy Książki UNESCO! Widać, jak bardzo te tytuły są adekwatne. Widać, że tak naprawdę tylko niektóre wydarzenia i imprezy mają szansę się przebić. Wątpię, czy bez reklamy i rozgłosu tyle osób zainteresowałoby się festiwalami, muzeami i nie wiadomo, czym jeszcze.

Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Wrocław, popieram promowanie kultury tymi wszystkimi akcjami i projektami. Tylko zaczęłam się zastanawiać, czy to ma sens. Bo kiedy to wszystko się skończy i propozycje nie będą podawane na tacy, większość osób pewnie nie będzie już brała udziału w wydarzeniach kulturalnych. Ale może to tylko moje złudzenie, a na spotkaniu z panem Pollakiem nikogo nie było, bo tramwaje stanęły...

5 komentarzy :

  1. To mnie zaskoczyłaś, fakt, nie jestem fanką Autora, bo jeszcze nie zabrałam się do przeczytania jakiejkolwiek jego książki. Ale serio? Wrocław i jedna duszyczka? Rozumiem gdyby to była wiocha totalna, ale Wrocław? To bardzo smutne...

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! :O Tego się nie spodziewałam, wchodząc w Twój post, jestem co najmniej zszokowana! Ostatnio byłam na spotkaniu organizowanym w Poznaniu przez Gazetę Wyborczą z poznańskimi autorami, tłumów może nie było, ale tak z 20-30 osób się zebrało. Nie znam autora, ale... rany, to straszne :x

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc nie znam autora, ale kurcze... Jedna osoba na spotkaniu? Aż mi się zrobiło przykro ze względu na pisarza!

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę tylko jedna osoba? Naprawdę byłaś jedyną, której chciało się poświęcić swój czas wykatkowemu pisarzowi? To smutne. Współczuję mu. Dobrze, że chociaż Tobie udało się dotrzeć. Jeden to zawsze lepiej nic nikt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Adriana - myślę, że właśnie "gdyby to była wiocha totalna" to ludzi przyszłoby więcej. I to jest też odpowiedź na zarzuty Autorki bloga - właśnie przez to, że Wrocław jest ESK, zainteresowanie spotkaniem z panem Pollakiem było małe. Bo dzieje się tak dużo, że mniejsze wydarzenie nie przyciągnie już wielu osób, bo mają co chwilę wielkie imprezy kulturalne. W małych miejscowościach ludzie są bardziej spragnieni wydarzeń, bo nie mają ich tak wielu do wyboru (inna sprawa, że jak jest mniej wydarzeń to łatwiej je wypromować). A druga kwestia jest taka, że pan Pollak w miarę regularnie ma spotkania autorskie we Wrocławiu, może ludzie byli w zeszłym roku i tym razem już nie czuli takiej potrzeby.
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!