Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

niedziela, 20 marca 2016

"Surogat" Witold Tauman

Źródło.
PEWNEGO DNIA TRAFIASZ DO SZPITALA, A TAM SŁYSZYSZ...

Jest pan chory. Choroba na razie nie powinna panu doskwierać, jednak musi pan wiedzieć, że nie jest to zwykły Katar. Choroba ta jest nieuleczalna i śmiertelna. Pan, panie F., jest umierający, umiera pan i umrze.

Twoja kariera Naukowa musi poczekać, bo zostajesz Pacjentem. Od swojego Doktora słyszysz:

"- O, tak. Nadzieja. Oczywiście. Nadzieja jest i zawsze będzie. O Nadziei musi pacjent koniecznie pamiętać, musi w nią wierzyć. Niech pan to sobie wbije do głowy: głęboka nadzieja i wiara do zdrowia potrzebna to para. Jednak (...) wiara wewnętrzna nie wystarczy. Ważniejsza jest zewnętrzna. Po stokroć ważniejsza. Niech pacjent wbije to sobie do głowy: kto wiarę manifestuje, lepiej się czuje."

Bierzesz to sobie do serca, bo tylko w ten sposób możesz dostać się na wyższe piętro i odwiedzić Dyrektora - jedyną osobę, która Cię wyleczy.
~~~
Kim jest Witold Tauman? Przede wszystkim postacią fikcyjną. Trudno w to uwierzyć, ale to prawda. Zresztą, występuje on nawet na kartach powieści, jako jeden z Pacjentów. Czym jest "Surogat"? Samo słowo oznacza zamiennik, imitację, podróbkę. Blurb twierdzi, że jest to część gry literackiej między czytelnikiem, autorem i tekstem, rozpisanej na trzy powieści. Nie ukrywajmy, to tak naprawdę nie mówi nic.

Podobnie jest z fabułą: zagmatwana, pełna zagadek, nie zawsze łatwych do wytłumaczenia zdarzeń, metafor, porównań i odniesień. Trudno jednoznacznie powiedzieć, o czym "Surogat" jest. Bo z jednej strony można całość brać dosłownie i uznać, że jest to po prostu odbicie umysłu osoby chorej psychicznie. I prawdę mówiąc, myślałam tak na początku. Jednak  przemyślawszy to, doszłam do wniosku, że w tej historii musi się kryć jakieś drugie dno. Książka przez długi czas nie dawała mi spokoju i wysnułam teorię, że pisarz postanowił w krzywym zwierciadle przedstawić ludzkie życie i wiarę. Ukryta wizja Boga, życie na ziemi, życie wieczne, niebo i piekło przedstawione w sposób plastyczny i zrozumiały dla każdego. Ale czy na pewno? To wie chyba tylko sam autor.

Mam mieszane uczucia względem głównego bohatera. Szczególnie dziwi mnie, że Franz (bądź co bądź, osoba wykształcona), bez żadnych pytań przyjął do wiadomości diagnozę. Nie zapytał lekarza na co jest chory, nie zapytał czym się jego schorzenie będzie objawiać, nie zapytał na jakiej podstawie rozpoznano chorobę. Nie wiedział nawet jak będzie przebiegać leczenie - po prostu zgodził się iść do szpitala, został Pacjentem. Myślę, że zamysłem autora mogło być ukazanie bezgranicznej ufności ludzi, którą darzą osoby, ich zdaniem, kompetentne, którym w związku z zawodem należy się to zaufanie i szacunek. Pisarz zdaje się kpić z takiego podejścia, Co ciekawe, większość postaci przedstawiono właśnie przez pryzmat ich roli, pozycji, zawodu, a nie ze względu na charakter. Może miało to na celu pokazanie ich uniwersalizmu, jeszcze dokładniejsze zatarcie indywidualności? Ale i tu wszystko rozbija się o zamysł twórcy, bo do każdego elementu może powstać milion teorii, wszystkie na swój sposób prawdziwe, a tak naprawdę nikt z czytelników nie zna odpowiedzi na (tak popularne w szkołach) pytanie "Co autor miał na myśli?".

"Zaklinam cię! Uciekaj stąd! Zrezygnuj z tego erzacu życia. Zamknij tę przeklętą książkę i niech twoje Potem zacznie się już Teraz!"

Książka jest nietypowa nie tylko pod względem fabuły, ale także sposobu jej stworzenia. Pierwsza rzuca się w oczy narracja drugoosobowa, z którą nigdy wcześniej się nie spotkałam. Autor zwraca się do czytelnika per "ty". Daje to możliwość jeszcze głębszego zanurzenia się w lekturę i paradoksalnie, nadaje fikcji realności, wywołując wrażenie, że historię opowiada osoba z krwi i kości. Drugim ciekawym zabiegiem, jest ponumerowanie kolejnych rozdziałów na odwrót - na początku jest 30, na końcu 0. Kojarzy mi się to jedynie z odliczaniem do rozpoczęcia czego albo do jakiegoś ważnego wydarzenia. Niby miałoby to sens, ale nie jestem do końca przekonana. 

Miałam prawdziwy problem z napisaniem tej recenzji. Bo co napisać o książce tak niezwykłej, że nie jestem pewna, czy dobrze ją odebrałam i zrozumiałam? I jak sprawić, żeby to wszystko jeszcze brzmiało jakoś sensownie? Jednak spróbujmy jakoś podsumować "Surogata": po pierwsze, powieść jest dziwna, tak chyba najłatwiej. Ale w tej swojej dziwności zadziwia przemyślaną spójnością, trafnymi spostrzeżeniami i tym, jak mocno skłania do refleksji i jak wiele drzwi do zupełnie nowych przemyśleń otwiera. Podejrzewam, że ilu jest czytelników, tyle różnych interpretacji. Dlatego, Ty, czytający moje próby ubrania w słowa myśli, refleksji i uczuć po lekturze, musisz sam podjąć decyzję. Jeśli lubisz książki wymagające, skłaniające do przemyśleń i trzymające w niepewności nawet po zakończeniu lektury, jeśli lubisz sam analizować, interpretować i domyślać się, jeśli nie drażni Cię niejasne zakończenie, to z przyjemnością mogę Ci ją polecić. Przekonaj się, czy Twoje życie także nie stało się jedynie jego namiastką...

Za egzemplarz recenzecki i ogromną dawkę refleksji dziekuję wydawnictwu Oficynka!
Autor: Witold Tauman
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 141

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!