Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

"Przybysz" Piotr Tymiński


"Wojna... Czy to słowo mnie przerażało? Chyba nie. Początkowo pewno nawet nie bardzo je rozumiałem. Owszem, mówiło się o niej, tata w dwudziestym roku walczył w obronie Polski, a zanim Niemcy na nas napadli, ludzie chyba wierzyli, że i tę agresję uda się odeprzeć.
Wrzesień trzydziestego dziewiątego roku miał być moim pierwszym miesiącem szkoły. Tak się nie stało."

150 stron. Nieco ponad 150 stron liczy sobie "Przybysz" autorstwa Piotra Tymińskiego. To dużo czy mało? Dla mnie jeden wieczór, dwie, może trzy godziny czytania. A biorąc pod uwagę, że kilka dni temu skończyłam książkę liczącą niemal 1000 stron, aż ciśnie się na usta odpowiedź "mało". Jednak na tych 150 stronach zawarta została historia, która być może zaważyła na całym życiu bohatera. Opowieść o strachu, przyjaźni, zaufaniu, podróży. I o wojnie. Przede wszystkim o wojnie. Nadal "mało"?

Rok 1944. Wojna powoli dobiega końca, kiedy dwunastoletni Bronek, nazywany Dzidkiem, zostaje pojmany przez Niemców. Trafia do transportu wiozącego ludzi na roboty przymusowe w Rzeszy. W bydlęcym wagonie, ściśnięty wraz z tłumem podobnych mu nieszczęśników, nie traci nadziei na powrót do domu. Wspólnie z poznanym w niedoli kolegą podejmuje decyzję o ucieczce. Choć chłopcy wiedzą, że ryzykują życie, pragnienie wolności jest silniejsze niż wszelkie przeszkody… W tej historii, opartej na autentycznych wydarzeniach, długa i niebezpieczna droga do domu będzie przeżyciem, którego bohaterowie nigdy nie zapomną.

Z panem Tymińskim miałam już okazję współpracować - recenzowałam książkę "Wołyń. Bez litości". Dlatego też bez wahania zgodziłam się przeczytać również "Przybysza". Jednak do napisania opinii zbierałam się dłuższy czas, nie będąc pewną, co i w jaki sposób chciałabym napisać.

Narracja pierwszoosobowa sprawiła, że czułam się, jakbym słuchała opowieści z ust samego Bronka. Sama historia została napisana tak, jak zrelacjonowałby to dwunastoletni chłopiec: prosto, bez zbędnych metafor i ozdobników. Dzięki temu nabiera ona charakteru. A to nieuchwytne poczucie autentyczności, świadomość, że ktoś kiedyś naprawdę przeżył to, o czym teraz czytam, jest niesamowite i sprawia, że od lektury trudno się oderwać.

Z bohaterów najlepiej poznajemy Bronka. Jest to bohater dynamiczny, a jego przemiana wewnętrzna została bardzo dobrze przedstawiona. Bo trzymiesięczna wędrówka i ukrywanie się były wyczerpujące nie tylko fizycznie, ale także - a może przede wszystkim? - psychicznie. Życie w niepewności, strach, wątpliwości - wszystko to wpłynęło na Dzidka. Odniosłam wrażenie, że dzięki tym bądź co bądź, traumatycznym przeżyciom, chłopiec dojrzał. Zobaczył na własne oczy i zrozumiał, czym tak naprawdę jest wojna i jak okropne niesie skutki. Poznał wartość przyjaźni i nauczył się, że zaufanie wymaga czasu, ale kiedy już się pojawi jest niezwykle cenne...

Uważam, że "Przybysz" to książka warta uwagi z kilku powodów. Bo przedstawia wojnę nie przez pryzmat bohaterskiej walki z bronią w ręku, ale samodzielnej, wyniszczającej walki o przetrwanie. Bo jest to walka będąca udziałem dziecka i z jego perspektywy opowiedziana - mam wrażenie, że takich historii jest znacznie mniej niż wspomnień napisanych przez osoby dorosłe. Bo mówi o uniwersalnych wartościach w sposób przystępny. Bo choć - wydawałoby się - niepozorna, na długo pozostaje w pamięci. Nadal "mało"?
Za możliwość poznania historii Bronka dziękuję autorowi, Piotrowi Tymińskiemu!
Tytuł: Przybysz
Autor: Piotr Tymiński
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 158