Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

sobota, 23 lipca 2016

"Wszystko, co lśni" Eleanor Catton


Lata 60. XIX wieku, Nowa Zelandia. Trwa gorączka złota. Jednym ze śmiałków, który także chce zbić fortunę jest Szkot, Walter Moody. Jednak jeszcze w dniu swojego przybycia jest świadkiem niezwykłego zgromadzenia: 12 mężczyzn, których na pierwszy rzut oka nic nie łączy, spotkało się, by przedyskutować serię niewyjaśnionych zdarzeń, które miały miejsce w Hokitika. Wkrótce okaże się, że nie tylko miasto, ale także uczestnicy narady skrywają niejedną tajemnicę...

"Wiedział, że wyznając komuś jakiś sekret, nabywamy taktownego prawa do wysłuchania w swoim czasie tajemnic osoby, której się zwierzamy. Za tajemnicę należy się tajemnica, za opowieść - opowieść (...)."

Pamiętam, jak "Wszystko, co lśni" wydawano w Polsce... Na długo przed premierą już było o niej głośno. Jednak nie za sprawą marketingu, a samej książki - otrzymała Nagrodę Bookera, najbardziej prestiżową nagrodę literacką Wielkiej Brytanii. Eleanor Catton, w wieku 28 lat została najmłodszą autorką, której powieść zdobyła to wyróżnienie. Co ciekawe to dopiero druga książka tej nowozelandzkiej pisarki. Przyznam szczerze, że od początku byłam bardzo zaintrygowana "Wszystko, co lśni". Zebrała tyle pozytywnych recenzji! Dzisiaj, już po lekturze, mogę powiedzie, że są jak najbardziej zasłużone.

"Wszystko, co lśni" zostało napisane z ogromnym rozmachem - 933 strony mówią same za siebie. Jednak nie chodzi tu tylko o objętość. Historia zapisana na kartach książki jest niezwykle rozbudowana. Zdarzenia i wątki przeplatają się ze sobą, sprawiając wrażenie kompletnego chaosu. Właśnie, wrażenie! Okazuje się, że znaczenie ma tu wszystko, najdrobniejszy nawet szczegół. Ale to dopiero na końcu - wcześniej bowiem wszystko opiera się na tajemnicach, niedopowiedzeniach i półprawdach. A najlepsze jest to, że czytelnik wie tyle samo, co Walter Moody, któremu cała historia jest opowiadana. I przez to (albo raczej dzięki temu) od opowieści wręcz nie da się oderwać.

Jeśli chodzi o bohaterów, to na dobrą sprawę Eleanor Catton stworzyła 20 głównych i żadnego pobocznego. Nie ma tu nikogo, kogo można by uznać za mało ważnego - każda postać ma do odegrania konkretną rolę, a gdyby, którejś z nich zabrakło, historia nie byłaby pełna. Patrząc od strony technicznej, zwrócę uwagę na doskonałą kreację charakterów. Postaci zdają się być prawdziwymi ludźmi z krwi i kości, którzy naprawdę kiedyś żyli. Aż trudno uwierzyć, że cała ta historia jest fikcją! Każdego bohatera dokładnie i dogłębnie poznajemy, tak pod względem wyglądu, jak i osobowości. Przekonujemy się, że wszyscy skrywają sekrety i mają coś na sumieniu. Autorka ukazuje także, jak przeszłość wpłynęła i nadal wpływa na ich działania. Bo choć przypłynęli do Nowej Zelandii, gdzie liczy się tu i teraz, to niektórzy nigdy nie uwolnią się od widm dawnego życia.

W swojej powieści Eleanor Catton posługuje się kunsztownym, barwnym i bogatym językiem, którego raczej nie spotyka się często w literaturze współczesnej. Sama książka jest pięknie wydana - posiada rysunki, mapę miejsc, w których akcja ma miejsce oraz mapy nieba. Bo trzeba Wam wiedzieć, że autorka podzieliła powieść na 12 części, odzwierciedlających poszczególne fazy Księżyca. I tak pierwsza, najdłuższa część odpowiada pełni, druga, o połowę krótsza - kwadrę  i tak dalej. Przed rozpoczęciem każdej z nich została zamieszczona mapa nieba, na której zaznaczono postaci, które odegrają najważniejszą rolę. Wydaje mi się, że nie ma to wpływu na odbiór książki, ale ponieważ pierwszy raz się z czymś takim spotykam, chciałam zwrócić na to uwagę.

"Wszystko, co lśni" jest wciągającą, dopracowaną w każdym szczególe opowieścią o nowozelandzkiej gorączce złota. Wątki kryminalny i romantyczny przeplatane są rozważaniami o ludzkiej naturze, losie i życiu. Obraz ówczesnego społeczeństwa, które jest mieszaniną najróżniejszych kultur, w pełnej krasie ukazuje problem nierówności społecznych i dyskryminacji (w tym wypadku chociażby Chińczyków). Jednak przede wszystkim to niesamowita historia, która zostanie ze mną na długo i do której bez wątpienia niejeden raz wrócę. I niech nie przeraża Was te 900 stron - tak dobra książka nigdy nie jest za długa.

To jak? Dacie się porwać gorączce złota? Tylko uważajcie, bo jak to mówią, nie wszystko złoto, co się świeci, a pozory mogą mylić...

Za pełna tajemnic wyprawę do XIX-wiecznej Nowej Zelandii dziękuję księgarni internetowej BookMaster.pl!
Tytuł oryginału: The Luminaries
Autor: Eleanor Catton
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 933

7 komentarzy :

  1. Podoba mi się wyrazistość języka i klimat powieści. Przeczytam ją z chęcią. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś mnie do niej nie przyciąga, a jeżeli nie przyciąga to znaczy, że raczej mi się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale może to po prostu nie Twoja bajka ;)

      Usuń
  3. O, rany! Świetny klimat ma ta powieść, muszę się nią jeszcze bardziej zainteresować :D Gorączka złota? Nie miałam jeszcze z nią w powieściach do czynienia, kryminał i troszkę romansu? Chyba muszę szybko rozpocząć przygodę z tą lekturą, bo jestem jej ogromnie ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz, musisz - książka jest genialna i myślę, że przypadnie Ci do gustu :)

      Usuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać, jestem zainteresowana jak najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś miałam ją w planach, jednak w końcu odpuściłam i widzę, że to był błąd. Teraz trzeba go naprawić!

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!