Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins



CODZIENNIE TO SAMO...
Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów. Zaczyna jej się nawet wydawać, ze zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa, jak oni.

...AŻ DO DZISIAJ
Nagle widzi coś wstrząsającego.Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza. Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Przekonają się, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu.

"Ludzie, z którymi coś nas kiedyś łączyło, nie pozwalają nam odejść i żebyśmy nie wiem, jak bardzo próbowali, nie wyplączemy się z tego, nie uwolnimy. Może po pewnym czasie przestajemy po prostu próbować."


Na przykładzie "Dziewczyny z pociągu" doskonale widać, jaką rolę tak naprawdę gra marketing. Mam wrażenie, że o debiucie Pauli Hawkins słyszał każdy. O premierze było naprawdę głośno, zwłaszcza, że Stephen King poleca powieść, twierdząc, że zarwał przez nią noc! Ale wiecie co? Zawiodłam się na niej i to bardzo.

Biorąc pod uwagę wysyp pozytywnych recenzji, znanych patronów i ogólny "boom" na "Dziewczynę (...)", spodziewałam się czegoś niezwykłego, historii, która nie pozwoli mi się oderwać choćby na chwilę, która od początku do końca będzie mnie trzymała w napięciu i niepewności. A co dostałam? Książkę, w której przez pierwszą połowę prawie nic się nie dzieje. Autentycznie. Przez większą jej część śledzimy codzienne życie tytułowej dziewczyny z pociągu - Rachel. 

W tym miejscu postaram się zarysować Wam, jaką osobą jest nasza protagonistka i główna narratorka. Pierwsze i najważniejsze, Rachel jest alkoholiczką. Pije od wielu lat, kiedy tylko może (a czasem nawet wtedy, kiedy nie) i mimo, że widzi, jak niszczy sobie w ten sposób życie, nic z tym nie robi. Ponadto nie może się otrząsnąć po rozwodzie, do którego, notabene, doszło między innymi z powodu jej zamiłowania do topienia smutków w procentach. Właściwie to ma obsesję na punkcie byłego męża. Nie, nie przesadzam - wydzwanianie, pisanie maili i kręcenie się wokół domu ex raczej nie jest normalne. Warto wspomnieć, że po alkoholu Rachel ma problemy z pamięcią i chyba nie zdradzę za dużo, kiedy powiem, że przez całą książkę stara się ona przypomnieć sobie, co stało się pewnej sobotniej nocy... No, błagam!

Wywody Rachel przeplatają się z fragmentami, których narratorkami są dwie inne kobiety - Megan i Anna. Szczęście w nieszczęściu, bo choć i te postaci nie są bez wad, nie wiem, czy dałabym radę to skończyć, gdybym miała ciągle "słuchać" Rachel. W całą historię wplątała się przypadkiem i tylko dlatego, że się uparła. Pff, każdy normalny człowiek chciałby być zamieszany w śledztwo ze zniknięciem, a być może i zabójstwem, prawda?

Po przebrnięciu przez dość długi wstęp i przemęczeniu się z użalającą się nad sobą Rachel, można odetchnąć z ulgą, bo akcja się rozkręca. Pojawia się więcej faktów i dowodów, zaczyna się prawdziwe napięcie. Przyznam szczerze, że nie przewidziałam zakończenia i byłam zaskoczona, że autorka tak to rozwiązała.

Nie zrozumcie mnie źle, "Dziewczyna z pociągu" nie jest złą książką. Tak naprawdę, biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut, można by ją uznać za dobrą. Jednak jest mocno przereklamowana. Pokuszę się o stwierdzenie, że marketing i rekomendacje na okładce, bardziej jej zaszkodziły niż pomogły - choć pewnie zwiększyły sprzedaż, to jak w moim wypadku, sprawiły także, że oczekiwania czytelników były znacznie wygórowane. A przydługi początek i nienaturalne postaci (głównie niemiłosiernie irytująca Rachel) sprawiły, że lektura choć szybka, nie była tak satysfakcjonująca, jak się tego spodziewałam.

Tytuł oryginału: The Girl On The Train
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 327