Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

sobota, 28 czerwca 2014

Elita


Tytuł oryginału: The Elite
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 328

Niepokorna Ami Singer jest jedną z które pozostały w królewskim pałacu. Choć planowała być dla księcia Maxona tylko przyjaciółką, jej serce nie chce słuchać rozsądku. Rozdarta pomiędzy co było, a przyszłością, o jakiej nie mogła nawet marzyć. Ami nie umie poradzić sobie z chaosem uczuć.

Maxon wydaje się być księciem z - przystojnym, czarującym i wrażliwym, ale to Aspen był jej pierwszą miłością, człowiekiem, który poznał ją najlepiej.

Napięcie pomiędzy kandydatkami sięga zenitu i Ami ma coraz mniej czasu, by odkryć, jakiej przyszłości pragnie.

W pewnym momencie panna Singer wpada w poważne tarapaty, robiąc coś, co może poważnie wpłynąć na jej dalsze losy. Czy Maxon zdoła ochronić ją przed gniewem ojca?
"(...) kluczem do sukcesu jest zachowanie chłodnej głowy, kiedy inni wpadają w panikę."

Druga część historii rywalizacji o koronę i pozycję księżniczki Illei, państwa powstałego po Czwartej Wojnie Światowej na gruzach Ameryki (pierwszy tom: KLIK).

Wiecie co? Spodziewałam się, że ta książka będzie gorsza od poprzedniczki. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się, jaki jest sens w ciągnięciu opowieści o jednym i tym samym konkursie aż przez trzy tomy. Jednakże, jestem mile zaskoczona - "Elita" trzyma poziom "Rywalek" i nie miałam wrażenia, ze jest pisana na siłę. Jest tu dużo akcji, wiele niespodziewanych sytuacji. I to zakończenie! Przez kilka ostatnich rozdziałów naprawdę nie wiedziałam, co myśleć. Tyle tam było emocji i napięcia... I raczej nie przewidziałabym takiego obrotu wydarzeń.

Ami nadal mnie irytowała. Ale teraz nie brakiem przemyśleń, tylko swoim niezdecydowaniem. Maxon czy Aspen, Maxon czy Aspen... Wszędzie się to przewijało. Kiedy bohaterka decydowała się na jednego z nich, przychodził ten drugi i psuł całą jej "koncepcję" i plany na przyszłość... Pod koniec już myślałam, że się zdecyduje, już miałam nadzieję, ale nie! Jeszcze trzeci tom, w którym  może wreszcie się wszystko wyjaśni.

" - (...) Moja pozycja wymaga robienia mnóstwa rzeczy, które nie zawsze są przyjemne. Ale czasem... czasem można zrobić coś wspaniałego."

Styl autorki się nie zmienił - nadal jest niezbyt wymagający. Jest to plus, ponieważ myślę, że książka z założenia miała być lekkim "czytadłem" po męczącym dniu.

W recenzji poprzedniego tomu pisałam, że urzekła mnie okładka. W drugim tomie, niestety, ale w ogóle nie przypadła mi ona do gustu. Pierwszą kwestią jest to, że sukienka wygląda, jakby była po prostu zszyta z pasków materiału. Druga sprawa, to mina Ami na okładce. Wygląda, jakby miała ochotę kogoś zamordować (nie zdziwiłabym się, gdyby w drugiej ręce trzymała nóż).

Czy polecam? Myślę, że tak. Książka ma w sobie urok, a poprzedni tom pozostawia niedosyt i wywołuje chęć poznania dalszych losów dziewcząt. Jest to lektura lekka i szybka - czytałam ją głównie w autokarze, podczas podróży nad morze, i nawet się nie zorientowałam, kiedy upłynęło te kilka godzin. Ta część także pozostawia niedosyt, więc znów z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Nefmi

~~~
Książka bierze udział w wyzwaniach:
CF - 2014 - logo

7 komentarzy :

  1. Zgadzam się z Tobą co do słowa Twojej recenzji. Zastanawiam się, czy w ogóle czytać drugi tom, no ale jak zaczęłam...
    Na moim blogu tymczasem recenzja 1. Tomu
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :)
      Chętnie zajrzę i poznam Twoją opinię :)

      Usuń
  2. Po przeczytaniu pierwszego tomu czułam faktycznie niedosyt i w piątek kupiłam "Elitę". Zobaczymy, czy będzie tak samo dobra, jak "Rywalki" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach pierwszą część, czyli Rywalki, ale to dopiero za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się to jak najszybciej, bo naprawdę warto :)

      Usuń
  4. Mnie książka bardzo się nie podobała, jedna z najgorszych książek przeczytanych w tym roku. Zero przyjemności z lektury. Ami swoim niezdecydowaniem i głupotą doprowadzała do białej gorączki, Maxon "Ami, kocham cię, ale w Kriss mam większe oparcie" i dogłębnie papierowy Aspen. Do tego trochę słabego stylu Kiery Cass, nielogiczności w fabule, chaotyczności + braku jakiejkolwiek akcji, ściaganie z "Igrzysk..." oraz włożone na siłę komletnie nieprzekonujące ataki rebeliantów i gotowe! Przepis na beznadziejną książkę zrobiony. Takie były moje odczucia po lekturze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie lektura była nawet przyjemna, choć zgadzam się z Tobą, że była także chaotyczna i nielogiczna miejscami. Taa, podejście Maxona do Kriss, to naprawdę tragedia - miałam ochotę nim potrząsnąć! Chociaż z drugiej strony autorka zostawia sobie ścieżkę, którą może 'poprowadzić' Maxona, żeby był szczęśliwy, jeśli (kiedy?) Ami wybierze Aspena...
      Co do rebeliantów: także zgadzam się z Twoją opinią. Nieprzekonujące i sztuczne. Poza tym, do końca to nawet nie wiadomo, o co im chodzi!
      Nie uważam książki za skrajnie beznadziejną, jednak mogłaby, oczywiście, być lepsza :)

      Usuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!