Nefmi na...

email Facebook GooglePlus Twitter Instagram

sobota, 27 czerwca 2015

Myliłam się...

Źródło.
Trzeba umieć przyznawać się do błędów, prawda? 

Pamiętacie jedną ze starszych dyskusji, zatytułowaną "Ach, te zakończenia..."? Pisałam tam o tym, że autor (i każdy inny twórca) nie powinien zostawiać odbiorcy z wątpliwościami odnośnie dalszych losów bohaterów. I tu, moi drodzy, pomyliłam się...

Uświadomiłam to sobie za sprawą pewnego filmu. W weekend dopadło mnie coś takiego, że nie miałam ochoty robić nic produktywnego. Dlatego włączyłam telewizor i skacząc po kanałach trafiłam na "Powrót do Tajemniczego Ogrodu". Nie powiem, produkcja naprawdę mnie zaciekawiła, ponieważ "Tajemniczy Ogród" Frances Hodgson Burnett należy do zacnego grona moich ulubionych książek z dzieciństwa. 

"Mary wsunęła ręce pod liście i poczęła je rozgarniać na boki. Gęsto wiszący bluszcz tworzył jakby luźną, powiewną zasłonę, chociaż część gałęzi pięła się na drzewo i po żelazie. Serce dziewczynki poczęło bić jak młotem, a ręce drżeć ze szczęścia i podniecenia. A rudzik śpiewał i ćwierkał dalej, tak przechylając główkę, jakby i on czuł się podniecony. Mary poczuła pod ręką kwadratowy, żelazny zamek z otworem na klucz..."

Cudowne postaci, skryty za ogromnym murem magiczny ogród i piękne przesłanie, sprawiają, że to książka jedyna w swoim rodzaju i zachwycająca za każdym razem, kiedy się po nią sięga. Pisarka zakończyła ją tak, że nie sposób się domyślić, co jeszcze spotka bohaterów. I wiecie co? Jakoś dotychczas mi to nie przeszkadzało. Nie do końca będąc tego świadomą, żyłam w przekonaniu, że teraz, kiedy nie ma już pani Medlock, dni Mary, Dickona i Colina będą upływały na beztroskiej codzienności Misselthwaite Manor, życiu w Yorkshire. Ale ten jeden film Michaela Tuchnera rozwiał wszystkie moje złudzenia. 

Pani Burnett osadziła akcję swojej powieści pod koniec XIX wieku. "Powrót (...)" dzieje się kilkadziesiąt lat później, przynajmniej po I Wojnie Światowej. I tu początek mojego rozczarowania - Dickon wstąpił do wojska i zginął, walcząc. Tak po prostu. Ten pełen życia, kochający Tajemniczy Ogród chłopak nie będzie się nim już dłużej zajmował. Mary została żoną Colina (czy to nie był jej kuzyn?) i razem mieszkają w Ameryce. Rezydencja stała się sierocińcem dla dzieci, którym zarządza Marta. Pomijając już fakt, że film jest mdły i prawie zupełnie nie kontynuuje zamysłów pisarki, to tyle zmian sprawiło, że fabuła i przede wszystkim, ogród, który zupełnie zatracił swą tajemniczość, nie są nawet w połowie tak dobre, jak wcześniej.

Ja wiem, że to nie są realni ludzie, że nie żyli i nie umierali. Że żadnego tego opisanego Tajemniczego Ogrodu nie było. Ale mimo to, nadal jest mi przykro, że ktoś wszedł z butami w tę piękną historię. Że miał czelność ingerować, zmieniać i przede wszystkim - uśmiercać. Bardzo prawdopodobne, że w tym momencie przemawiają przeze mnie sentyment i emocje, ale szczerze żałuję, że w tamtym momencie włączyłam telewizor, żałuję, że ten film w ogóle powstał. Bo przez to, że ktoś go stworzył, że go obejrzałam, Mary, Colin i Dickon nie mają już szansy na zawsze pozostać w Tajemniczym Ogrodzie...

4 komentarze :

  1. Ja niestety nie czytałam ani nie oglądałam Tejemniczego ogrodu.
    Ale mi się smutrno troche zrobiło, bo film odebrał ci w pewnym sensie cząstkę twojego dziecistwa. :( :( :(

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tajemniczy ogród" uwielbiałam i też bym się zdenerwowała,gdyby ktoś tak ingerował w tą piękną historię z mojego dzieciństwa.Już bym chyba wolała widzieć jako kontynuację cukierkową historię o Mary ... niż coś takiego :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś w tym jest. Nie zawsze takie kontynuacje są dobre, no dobra prawde mówić rzadko wychodzą dobrze. Ale tak to już jest z ludzmi , że jak jakaś historia pochłonie ich bez reszty to chciałoby się więcej i więcej. Inna sprawa, że idą za tym grube miliony...
    Tylko patrząc z drugiej strony są takie historie, które kończą się właściwie w trakcie opowieści. Niby to taki zamysł autora, jednak dla mnie to pójście na łatwizne. Denerwowało mnie to np. przy Eleonora i Park. Dalsze losy byłyby potrzebne bo tak naprawdę nic nie wiemy. Nie znamy głównego sensu książki tj. czy ich relacja wypaliła, czy są razem.
    Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi;) Chce podkreślić, że rozumiem Twoje rozgoryczenie i w pełni współczuje.
    Przy okazji zapraszam Cię do mnie na konkurs -> pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest kontynuacja Tajemniczego Ogrodu? OMG! Dickon nie żyje o matko! Ja mam słabe serce, a tu taka wiadomość, muszę się pilnować, żeby tego nie oglądać:( Choć jest wyjątek np. Przeminęło z wiatrem - jest taki mini serial, kontynuacja losów Scarlett i była tak dobra, że nawet mój mąż oglądał, a on nie znosi Przeminęło z wiatrem:)

    OdpowiedzUsuń

Znasz już moje zdanie, teraz ja chciałabym poznać Twoje - wyraź opinię, zgódź się ze mną lub nie, podyskutuj, pożartuj. Zostaw po sobie ślad!